SŁOWO O LITERATURZE I SZTUCE NA DZIŚ? PROSZĘ BARDZO #17. Dziś o upodmiotowieniu, bo przecież nie ma człowieka bez człowieka, a także o tym, dlaczego humanistyka nie jest nauką i co wspólnego humanistyka ma z dojrzałym partnerstwem. Zaczynamy! Humanistyka nie jest nauką (choć mówimy o naukach humanistycznych) i powinno się zaniechać jakichkolwiek szranków między humanistyką a naukami społecznymi czy przyrodniczymi. To jest inna, i w żadnym razie ani nie gorsza, ani nie lepsza liga. Teoretycznie można sobie wyobrazić alienację humanistyki od nauk społecznych i przyrodniczych, jednak osobiście uważam, iż nie jest to dobre wyobrażenie, bo już u podstaw świata, cokolwiek człowiek robił robił z myślą o człowieku, przez człowieka, nierzadko przeciw człowiekowi. Nie ma więc świata bez humanistyki, bo nie ma człowieka bez człowieka. Warto zwrócić uwagę na to, że sama nomenklatura może nobilitować, stąd aspiracje, by włączyć humanistykę w szereg dziedzin naukowych, co przypomina trochę rozkazywanie rybie wspinaczki po drzewach. Humanistyka swoją optykę kieruje na podmiot i ma możliwość upodmiotowienia przedmiotu, a także upodmiotowienia tego, co odmaterializowane, przezwyciężone nad rzeczywistość, czyli wszystkich, jeśli można tak powiedzieć, artefaktów duchowych. Poza tym dla humanistów punktem wyjścia i swego rodzaju katalizatorem są emocje, czyli to, z czego wyzuwa się statystyki, tabelki, zestawienia. Co więcej przemożne inklinacje humanistyczne sprawiają, że należy każdy przypadek rozpatrywać w ramach jakiegoś uniwersum (doświadczenia wspólnego, uzus mundi), ale również jako case study, odrębnie, niezależnie. „Zadaniem humanistów jest przede wszystkim nauka rozumienia owych innych światów, czy będzie to świat greckich wojowników, angielskich poetów metafizycznych, polskich romantyków czy skandynawskich modernistów. Traktowanie tych światów jako odległych jest podobnym błędem, jak narzucanie literaturze wyłącznie narodowych ograniczeń, czy umieszczanie tekstów literackich w ograniczonych epokach. (…) głównym zadaniem humanistyki nie jest budowanie wiedzy na temat przyszłości, lecz przekształcania społecznego imaginarium, a wiec wpływ na to, jak i co ludzie myślą o świecie, tu i teraz, dziś i za chwilę, nawet jeśli tych ludzi nie jest wielu.” (Michał Paweł Markowski, „Polityka wrażliwości”, Kraków 2013, s.78-79). Humanistyka jest więc przestrzenią wspólnego doświadczenia, a wpływy polityczne (bo przecież polityce przypisuje się moc kierowania społecznymi wyobrażeniami) winna być przynajmniej podszytą ogromną dawką humanistyki, jeśli – co też zrozumiałe – trudno się spodziewać zmienienia akcentów z politycznych na literackie, które zawładną imaginarium współczesnych politycznych społeczeństw. (Tu uwaga, że człowiek zawsze będzie istotą polityczną, ponieważ jest częścią wspólnot i tego faktu w żaden sposób humanista czy humanistyka nie chcą i nie będą chciały zmienić.). Fundator nauk humanistycznych William Dilthey sugerował, że humanista to osoba zajmująca się duchem, bo ciało można oddać innym naukom. Warto jednak zwrócić uwagę, że na życie jednostki składa się wiele elementów, wpływających również na ducha, więc na pewno myślenie separacyjne nie powinno być wskazane, jeśli tego dycha rzeczywiście chcemy zrozumieć. Humanistyka niejako „zanieczyszcza” obszary swoich badań, bo włącza – jakby na wszelki wypadek i na pewno na szczęście dla rozumienia – też to, co przygodne, a taki schemat zaprzecza klasycznemu myśleniu o nauce. Świat humanisty jest światem ludzkim, nawet, jeśli będzie on mówił o czymś, co sobie udomowił, przygarnął, zawłaszczył – o naturze. „świat odkąd się pojawił na nim człowiek, był światem ludzkim, to znaczy światem, gdzie człowiek odnajdywał wytworzone przez siebie znaczenia. Dlatego właśnie nie da się oddzielić faktów od wartości i nie da się światu przypisać wartości obiektywnej. Świat nie istnieje bez nas i nawet jeśli jest coś, czego człowiek nie widział, albo z czego sobie nie zdaje sprawy, to kiedy tylko pojawi się to w jego horyzoncie, otrzyma od człowieka nazwę i wykładnię, której samo z siebie nie posiada. Świat zamieszkany przez człowieka albo już nosi ludzkie znaczenia, albo będzie nosił. Innego świata po prostu nie ma. Tym czymś innym jest jedynie ontologiczna nicość, której ani pomyśleć się nie da, ani w niej mieszkać.” (op. cit., s. 91). Reasumując, nic nie poradzimy na antropocentryczną perspektywę, bo póki jesteśmy ludźmi, ona nam jest przynależną, co nie znaczy, że respektując cały ekwipunek i zobowiązania humanistyczne, nie mamy wyrzekać się obecności innych bytów lub ich unieważniać (np. dotyczy to świata zwierząt). Poza tym należałoby uznać dość holistycznie, że humanistyka i nauki przyrodnicze, nauki społeczne tworzą jeden wielki konglomerat, bo – co zostało wyraźnie zaznaczone – nie da się oddzielić faktów od aksjologicznych konotacji, wartości. Wreszcie przychodzi nam pomyśleć, iż humanistyka jest trochę jak dojrzały partner, bo bierze wszystko z całym dobrodziejstwem i przekleństwem inwentarza. Pozdrowienia! EzCTS

PODZIEL SIĘ