SŁOWO O LITERATURZE I SZTUCE NA DZIŚ? PROSZĘ BARDZO #10. Dziś o tym, iż transparentność kulturowa (zwłaszcza literacka) sytuuje się na granicach. Balans na nich pozwala na swego rodzaju poznawcze wskrzeszenia, dowodzenie się czegoś więcej o nas samych. Idea tego cyklu wskazuje na przenikanie się życia i dziedzin kultury, zwłaszcza sztuki i literatury. Wielokrotnie zostało podniesione zdanie, że kultura nie jest hermetycznym tworem, tylko dynamicznym procesem, permanentnie dzieje się, staje się, „robi się”, stąd także jej czasownikowy charakter, o którym pisze i który postuluje Ryszard Nycz. Jeśli więc kultura nie jest „raz na zawsze”, to także to, co zrodzi przejmuje macierzyste cechy. „Nie należy (…) wyobrażać sobie dziedziny kultury jako pewnej całości przestrzennej, mającej granice, ale posiadającej także wewnętrzne terytorium. Dziedzina kultury nie ma wewnętrznego terytorium: cała sytuuje się na granicach. Granice przebiegają wszędzie, przecinają każdy jej punkt” (M. Bachtin, „Problemy literatury i estetyki”, przeł. W. Grajewski, Warszawa 1982, s. 26). Podmiot patrzący na wytwory kultury zawsze będzie balansował na transparentnej granicy, bowiem nie należy rozumieć sytuacji tak, że „wytrąca się” przestrzeń wspólna (z tego co należy do podmiotu np. czytelnika i przestrzeni literackiej). Jest to nieustanny dialog z Innym, który jest i wewnątrz, i wokół nas (patrz. R. Nycz, „Inny jak ja…”, w: tegoż „Kultura jako czasownik. Sondowanie nowej humanistyki”, Warszawa 2017 r. , s. 142″). Oznacza to, że w wymiarze refleksyjnym, interakcji szukamy tego, co wspólne. „Jeśli specyfika nowoczesnego poznania przybiera postać poznawania innego – innego, w którym jestem, który jest we mnie, wespółjednoskowej jednostki; w tym samym momencie i procesie rodzącej się podmiotowości i wspólnotowości – to dlatego, że realnie ukazuje się nam jako radykalnie inne, w którym wszakże (powiedziałby może Bachtin, Levinas, Nancy) i my jesteśmy. Dlatego sądząc, że poznajemy poznanym, faktycznie poznajemy sobą. Literatura i sztuka wiedziały o tym od zawsze – stąd pewnie bierze się w nich ten efekt transgresywną-retroaktywnej natury artystycznej inwencji: wykraczania poza siebie, które daje dostęp do tego, co było naszym udziałem od początku” (op. cit., s. 144). Brzmi skomplikowanie i takim ten proces jest, ale w dużym uproszeniu można powiedzieć, że odkrywamy w przestrzeniach, do których mamy dostęp siebie samych, trochę jakby ten Inny (w rozumieniu też: przestrzeń literacka, bohater literacki) stawał się narzędziem. Jeszcze prościej, np.: Wokulski i jego świat pokazuje mi sobą samym, jakim ja sam jestem. Czytamy więc także po to, by w interakcji, dialogu z dziełem dowiedzieć się czegoś więcej o samym sobie, odkryć siebie. Przekraczając granice dzieła, balansujemy na niej i – chcąc czy nie – wskrzeszamy siebie samych, odradzamy się, zmartwychwstajemy. Czego ważnego o samych sobie dowiedzieliście się w konfrontacji ze światem bohaterów literackich i nimi samymi? Z tym pytaniem Was zostawiam. Wasza E z CTS.

PODZIEL SIĘ