SŁOWO O LITERATURZE I SZTUCE NA DZIŚ? BARDZO PROSZĘ #16. Nadal o wpływach i zależnościach, ale też o mediatyzacyjnej sile tekstu kultury pozwalającej na intertekstualność. Tekst trochę jak człowiek nie jest w pełni autoteliczny i chociaż można go abstrahować z mniej lub bardziej zauważalnych kontekstów, wpływów i zależności, to warto zadać sobie pytanie o cel takich działań. Należy przyjąć, iż we współczesnej humanistyce uznaje się, iż wszystkie teksty są intertekstualne, zjawisko to nie dotyczy jedynie literatury pięknej. Samo pojęcie intertekstualności zostało wyprowadzone przez Julię Kristevą z Bachtinowskich badań nad literaturą i nastręcza sporo problemów, ponieważ można je rozumieć wielorako, np.: jak związek tekstu z kanonem tradycji, albo wyrzucając cytaty i aluzje poza obręb relacji intertekstualnych (Michael Riffaterre), lub też jako jakościowe ucechowanie dzieł na siebie wpływających, ewentualnie bardzo prosto, czyli jako synonim historycznego kontekstu o charakterze literaturoznawczym. Jonathan Culler – amerykański badacz zajmujący się krytyką literacką i teorią literatury twierdzi, że pojęciem intertekstualności „trudno się posługiwać ze względu na szerokość i nieokreśloność przestrzeni wypowiedzi, na którą ono wskazuje. Jeśli jednak zacieśni się tę przestrzeń, by zwiększyć użyteczność koncepcji – popada się albo w badania źródłowe tradycyjnego, pozytywistycznego typu (a więc w to właśnie, co zamierzano porzucić), albo też poprzestaje się na wskazaniu określonych tekstów wcześniejszych jako podstawy ułatwiającej interpretację.” (J. Culler, „Presupozycje i intertekstualność”, przełożyła K. Rosner, w: „Pamiętnik Literacki” 1980, z.3, s. 304). Między tekstami kultury na różnych poziomach i różnym, że tak ujmę, gradiencie transparentności rozgrywa się pewna gra wpływów i zależności, co jednoznacznie potwierdza, iż teksty nie są niezależnymi bytami, co więcej wchodzę w związek z rzeczywistością. Pojawia się zatem pytanie o bliskość intertekstualności i mimesis. Ryszard Nycz w wyjaśnia, że mimesis jest literacką reprezentacją, pozwala na uchwycenie tego, co jest poza reprezentacją, natomiast intertekstualność dzięki tekstowi prowadzi „poza” tekst. Drogi mimesis i intertekstualności krzyżują się. „Z jednej strony bowiem intertekstualność staje się ukrytym wymiarem mimesis (wymiarem jej strategii retorycznych i całej iluzjonistycznej maszynerii). Z drugiej zaś mimesis jawi się jako ideał, skryty cel intertekstualnej aktywności.” (R. Nycz, „Intertekstualność i jej zakresy: teksty, gatunki, światy”, w: „Pamiętnik Literacki” 1990, z. 2, s.113.) Literaturoznawca pisze również: „W miejsce dawnych koncepcji organicznej formy czy autotelicznej struktury pojawia się koncepcja dzieła jako „intertekstualnego konstruktu” (formuła Cullera); „bricolage” (koncept Levi-Straussa) staje się modelem wytwarzania; „zszywanie” (określenie Dallenbacha) modelem procesu lektury, itd.” (op. cit., s. 114). Nycz, powołując się na Philippe’a Hamona, twierdzi, iż anachronicznym jest już pytanie, o to jak literatura naśladuje rzeczywistość, a bardziej należy zastanawiać się, jak to się dzieje, że wierzymy w to, iż literatura naśladuje rzeczywistość, którą człowiek uznaje za rzeczywistość. Ostatecznie, „zahaczając” o perspektywy Bachtinowskie, zadaje retoryczne pytanie, które można sparafrazować, czy nie o to chodzi, by za pomocą rzeczywistości literackiej, Bachtinowskiego „omówionego świata” sięgać i eksplorować rzeczywistość? Wypada zapytać, czy Wy czytając dzieło literackie, również uruchamiacie mechanizmy – w prostym rozumieniu pojęcia – intertekstualne i zaczynacie szukać związków z rzeczywistością, co może się odbywać na poziomie uczuć, przeżyć, faktów, itp.? Pozdrawiam, Wasza E z CTS

PODZIEL SIĘ