W prywatnej rozmowie zobowiązałam się wobec właścicielki Wydawnictwa JanKa, więc popełniam tekst…
Szczególnym polem pozwalającym na presupozycje i podróż w głąb nas samych jest literatura (też filozofia). Poprzez nią poznajemy siebie, życie. Jest ona także ringiem kulturowym. Jednak taka prosta decyzja jak czytanie, może mieć poważne konsekwencje i warunkuje sublimacje, którym powinno się pozwolić oddychać i inny rodzaj zorientowania na przyszłość.

W moich rękach Ja, judaszka Ewy Bartkowskiej i, ponieważ zobowiązałam się wysłać kilka zdań od siebie, niech to będzie powodem do podzielenia się z Wami wrażeniami z lektury. 
Łamanie tabu jest świetnym konceptem literackim. Jednak istnieje też niebezpieczeństwo. Można rzecz zepsuć w dwojaki sposób: uwznioślić w duchu romantycznego dylematu i rozdarcia lub strywializować do rozmiarów taniej sensacji.
Ewa Bartkowska, mam wrażenie, chce nam powiedzieć, że miłość jest projektem, stanem powtarzalnym, ale za każdym razem bardzo innym, i bardzo przynależnym człowiekowi. Trudno jest więc być zdrajcą, Judaszem, ale można tak się czuć, tak siebie definiować.
Bohaterowie Ja, judaszki są z krwi i kości, cieleśni. Jedzą, piją, chorują, myją się i kochają. Jednocześnie, mimo że ich związek nie jest łatwy i wystawiony na ostateczną próbę, wyzbyci są jakiegoś awanturnictwa, pozostają w apoteozie piękna, które gwarantuje im codzienność sankcjonowana przez to, co duchowe, przez miłość. I tylko w tym sensie jeszcze tkwią w paradygmacie romantycznej miłości, poza nim mają coś do zrobienia, przede wszystkim względem siebie.
Przyjęcie dwóch perspektyw pozwala nam jeszcze mocniej skonkretyzować naszych bohaterów.
Autorka nie skupia się na podkreśleniu napięć, które wynikałyby z silnej fascynacji młodością, jaki jest na przykład u Gombrowicza, lub intrydze niedojrzałej a aspirującej do miana femme fatale dziewczyny (lolity).

Alicja jest dojrzała. Wiktor odpowiedzialny. Alicja jest odpowiedzialna. Wiktor jest dojrzały. Bartkowska nie pozwala czytelnikowi być zniesmaczonym związkiem bohaterów. Ona patrzy na bohaterów przez pryzmat tego, co wspólne i w tym sensie jest bardzo współczesna.
W Ja, judaszce to, co tętni pod skórą realizuje się, może też dlatego książkę czyta się bez rozedrgania, bardzo dobrze, a w warstwie językowej jakby płynąc zdanie po zdaniu.

Pozdrawiam. E z CTS

PODZIEL SIĘ