Podsumowań nie lubię. W moim przekonaniu „księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie”. Jednak czasem warto zatrzymać się, wziąć oddech i dokonać diagnozy, weryfikacji. Niekoniecznie pretekstem ku temu ma być zmieniająca się data w kalendarzu.
W uczeniu jestem zachłanna i rozsmakowana, bardzo cenię sobie ten rodzaj kontaktu z ludźmi, wymianę energii, poglądów. Czasem tylko wydaje mi się, że stoję na ringu, ale ze starcia, walki, która toczy się na poziomie intelektualnym i emocjonalnym (także osobowości) staram się, by obie strony wyszły zwycięsko. Podniesione rękawice zwiastujące plusy są uczącego i uczącego się. Jestem przekonana, że mi się udaje.
W dzisiejszym wpisie podzielę się wnioskami, jakie udało mi się wysnuć z mojego doświadczenia zawodowego, pracy i postawy wobec niej.

Cytatu z wiersza Miłość od pierwszego wejrzenia Wisławy Szymborskiej użyłam bardzo celowo  ze względu na jego szeroki wydźwięk, ale także ku podkreśleniu, że moje „zanurzenie się” w zawodzie, który uprawiam, od czasu do czasu kontestując go, afirmując celem wydobycia prawd i wznoszenia się na obiektywny poziom, także ten związany z dyskursem naukowym nie jest przypadkowe i być może ma bardzo uzasadnione zaprzeszłe konteksty, których jednych jestem świadoma, innych nie.
To rozsmakowanie się czy rozmiłowanie w pracy nauczyciela nie mają nic wspólnego z traceniem dystansu, przeciwnie – jak sądzę – doświadczenie, skupienie się (czasem mylone z racjonalnym oziębieniem) działają jak najlepsza przyprawa.
Czego dowiedziałam się o sobie, czego nie wiedziałam lub nie uświadomiłam sobie?

1) Zamiast udowadniać, że jest się mądrym,  na właściwym miejscu,  epatować racjami wiedzy,pokazuję, na jak wiele stać moich słuchaczy, uczniów. Zazwyczaj są niczym nieoszlifowane diamenty, czasem zaskorupieni na tyle, że po odłupaniu pancerza ze zdziwieniem i ku radości odkrywa się talent, siłę i twórcze piękno.

2) Zamiast „spalać się”, frustrować, pytam ucznia, studenta, na co liczy, co chce osiągnąć
i jak wyobraża sobie efekt końcowy naszej współpracy. Odpowiedzi konfrontuję z moimi i już prawie (bo wiele się może zdarzyć, czego przewidzieć się nie da) wiem, w którą stronę i jak trzeba zmierzać, dobierając odpowiednie narzędzia, dbając o metodykę i umiejętności miękkie.

3) Zamiast mówić, popisywać się słucham. 

To jest podstawa dla zrozumienia, rozbudzenia empatii względem drugiego, innego człowieka.

4) Zamiast dokonywać egzekucji egzekwuję, uprzednio otaczając opieką i dając bezpieczeństwo pacy intelektualnej, pomagając w procesie twórczym.

5) Zamiast narzucać sugeruję
(zakładając pkt. 3) i staram się odkryć drugiego człowieka, bywa, że to odkrycie jest szalenie miłą niespodzianką dla niego samego. Praca, wypowiedź, wystąpienie mają być odautorskie, im mniej w nich mnie (oczywiście wcale nie chodzi o drogę na skróty, plagiat), tym lepiej dla piszącego, oratora.

6) Stawiam na jakość.
 Tu bardzo przydaje się OK (Ocenianie Kształtujące), choć – jak pewnie wiecie – jest czasochłonne i wymaga wzmożonego zaangażowania. Zbawienna okazuje się wiedza dotycząca tutoringu i coachingu jako składników tworzących wraz z innymi metodycznymi pomysłami (np. LdL) świetny edukacyjny  konglomerat.

Oprócz tego personalizuję i indywidualizuję kontakt ze studentem, uczniem, słuchaczem, już teraz przy pełnej świadomości, że siedzący naprzeciw mnie człowiek jest uwikłany w dość skomplikowane, o różnym charakterze konteksty, zaś sytuacja, w której jesteśmy a ja nazywam ją Spotkaniem (przez wielkie „es”) nie bezwolną od nich i wypadkową. Poza tym ja też jestem, tylko i aż,człowiekiem… 

PS
Pisałam o coachingu i jego dobrej mocy w edukacji. Na blogu znajdziecie również wpisy poświęcone tutoringowi i nowoczesnej metodyce nauczania. Zwykle staram się, żeby tytuł wpisu w sposób dosłowny (nie metaforyczny) odzwierciedlał jego treść.
Jeśli macie ochotę posłuchać, to takim miłym muzycznym www.youtube.com/watch?v=c2T1uR8zeNA akcentem pozdrawiam Was wiosennie. E z CTS

PODZIEL SIĘ